środa, 23 października 2013

Perwersyjnie - #7




Wieczór mija mi pośród dwóch mężczyzn, salonowej kanapy, dużego, płaskiego odbiornika, piwa i pizzy. Spoglądam na mecz jednego z zagranicznych klubów. Lubię piłkę nożna, uważam za ciekawy sport, ale siedzenie między dwoma kogutami, którzy co chwile coś komentują i rzucają docinki nie są sympatyczne.
-Możecie w końcu się zamknąć?! – eksploduje przy osiemdziesiątej piątej minucie. – Jestem kobietą i też chcę obejrzeć w spokoju!
-Pola, czy Ty napewno się dobrze czujesz? – Winiarski unosi brwi do góry.
-No właśnie nie Michałku. Denerwujecie mnie oboje, zamknąć się nie możecie i dostaje już białej gorączki.
Może wreszcie do niech dotarło, że nie życzę sobie, aby któryś rozmawiał. Chciałam odpocząć przed jutrzejszym trudnym dniem i nie chciałam myśleć, że to szaleństwo z Wojtkiem.


Nie wiem kiedy zasnęłam, ale obudziłam się w łóżku Michała. Nie, tylko spałam. Nie prawdą jest to, że obok mnie spał Winiarski. Nagle obracam się i widzę Miśka, który smacznie śpi i chrapie w najlepsze.
-Michał! – szturcham go. – Wytłumaczysz mi, skąd się tu wzięłam?
-Przeniosłem Cię. Byłeś trochę ciężka, ale dałem rade. – na jego ustach pojawia się szatański uśmieszek. – Ale nie, nie uprawialiśmy pełnego namiętności ociekającego seksem seksu.
-Powtórzyłeś dwa razy seks w jednym zdaniu. To jest błąd. – mruczę opadając na poduszki.
-To inaczej, nie kochaliśmy się.
-To dobrze. To dlaczego tu jestem? A nie w swoim łóżku.
-Bo w twoim leży Wojtek.
Tak być nie może. Miał udawać mojego chłopaka, ale o zadomowieniu się w moim łóżku nie było mowy. Wygrzebałam się szybko z michasiowego łóżka i idę do mojego pokoju.
-Dzień dobry śpiąca królewno. – ironizuję, zero reakcji. – Wstawaj kurwa bo inaczej nogi z dupska Ci powyrywam!! - dopiero, gdy podniosłam głos raczył wstać jak oparzony.
-Co się dzieje? – pyta zdziwiony.
-A to, że wynoś się z mojego łóżka brudasie!
-Wcale nie jestem brudny.
-Wcale. Przestań spać tylko lepiej byś się umył. Moi rodzice za chwile będą.
-Ale Ty jesteś niewyżyta. – śmieje się, za co dostaje poduszką.
W końcu udaje mi się pozbyć Włodarczyka z pokoju. Ten wychodzi z mieszkania, idzie do siebie i umawiamy się, że będzie koło trzynastej powrotem. Spokojnie, rodzice będą o piętnastej.

                O trzynastej zjawia się Włodarczyk ubrany w niebieską, dżinsową koszulę i ciemne , obcisłe spodnie. Michał wygląda prawie identycznie, gdyby nie fakt, że on miał normalną koszulę i w dodatku ciemny krawat. No coś takiego, Winiarski założył krawat.
-Wyglądasz pięknie. – Wojtek obejmuje mnie ramieniem.
-Dopiero o 14.55 masz zagrać mojego chłopaka, nie wcześniej. – odpowiadam wymykając się z jego objęć.
Winiarski tylko się podśmiewa, za co karcę go wzrokiem. Jednak wyraźnie jest rozbawiony. Mam na sobie turkusową sukienkę przed kolano. Włosy normalnie rozpuściłam, przecież to prawie rodzinny obiad. Przywykłam, że Winiarski uznawany jest za członka rodziny, ale Wojtek to będzie niespodzianka. Nie tylko dla rodziców, ale przede wszystkim dla Cinka.

                Dzwonek. Rodzice. Cinek. I ktoś jeszcze? Dobiega mnie odgłos czwartego gardła. A któż to do cholery może być? Wchodzę z kuchni, aby się przywitać i widzę Ferensa, stojącego koło Miśka. No ładnie, co on tu kurwa robi?





*

Kajdi: Dobra wiem, że tutaj była długa przerwa i nie wiem, kiedy następny się ukaże. Ale bądźmy dobrej nadziei. poza tym mnie rozpiera wielka radość, bo Kajdi dzisiaj idzie na mecz AGH 100RK Kraków - KS Cuprum MUNDO Lubin i zobaczę Kadzia, otco!